Historia Dominiki

Historie PSC - Dominika

Dawno, dawno temu…

Moja historia zaczęła się dawno, dawno temu, w 1992 roku. Pewnego ranka obudziłam się i nie mogłam wstać z łóżka. Miałam 12 lat i spuchnięte ręce i stopy. Rodzice wezwali pogotowie.

W szpitalu padła diagnoza: zapalenie stawów. Zrobiono podstawowe badania krwi, włączono penicylinę i powiedziano nam, że za tydzień, góra dwa, będę w domu.

Niestety, badania wyszły źle, szczególnie wątrobowe: AspAT i ALAT ponad 2000! Stwierdzono żółtaczkę i przewieziono mnie na oddział zakaźny, zamknięty. Rodzice mogli odwiedzać mnie tylko przez szybę. Sala pełna dzieci z żółtaczką pokarmową. Ja ponoć też.

Szaleńcza diagnostyka i pierwsza diagnoza

Po tygodniu przyszły wyniki z Warszawy – wirusów brak. Rozpoczęła się szaleńcza diagnostyka. Biopsja, badania przeciwciał (krew wysyłano do Paryża, czas oczekiwania – miesiąc!), konsultacje w CZD.

Po 2 miesiącach w końcu diagnoza: rzadka, słabo znana wtedy w Polsce choroba – autoagresywne zapalenie wątroby.

Duże dawki sterydów, miliony badań krwi i ciągły pobyt w izolatce. Jedyny pozytyw: rodzice mogli już być przy mnie.

Sytuacja się poprawiła, ale po 3 miesiącach nagły wzrost prób wątrobowych zmusił lekarzy do zwiększenia dawki sterydu. W badaniach wyszło też, że przeszłam zakażenie HBV, które zostało ze mną na zawsze w postaci dodatniego anty-HBc.

Po ponad 5 miesiącach w szpitalu wyszłam na wolność. Nauczanie domowe, sterydy, wychudzona, ale z twarzą tak spuchniętą, że ledwie widziałam na oczy. Lekarz straszył, że w ciągu 2 lat będzie konieczny przeszczep.

Remisja i 17 spokojnych lat

Kontrole – najpierw co 2 tygodnie, później co miesiąc, w końcu co 3 miesiące. Dwa lata po wyjściu – biopsja kontrolna w CZD. Wynik zadowalający, dołączono imuran.

Potem nastąpiło 17 lat remisji – właściwie tylko na encortonie 5 mg co drugi dzień.

Zmieniłam poradnię na tę dla dorosłych, miałam fajnego lekarza, który był dostępny nawet pod telefonem. Niestety odszedł. Nowy lekarz zalecił biopsję – wynik dobry, więc odstawił encorton. Po pół roku – nawrót choroby.

Włączono znów encorton, imuran i – niestety – IPP jako ochronę.

Nowe problemy i podejrzenie PSC

Po roku pojawiły się dziwne bóle żołądka. Gastroskopia wykazała nadżerki. IPP odstawiono, ale bóle nie ustąpiły.

Zjadanie czegokolwiek powodowało ból brzucha. Doszło do ataku – dreszcze, bezsenność. USG nic nie wykazało, ale rezonans dał wynik: podejrzenie PSC.

Płakałam w ramiona lekarki. Usłyszałam, że w ciągu dwóch lat będzie konieczny przeszczep. Zły sen powrócił.

Dieta, poprawa i lata względnego spokoju

Dietetyk rozpisał dietę i suplementy. Wprowadziłam protokół autoimmunologiczny. Nagle poprawa – brak bólu, lepsze wyniki.

Rok później rezonans nie wykazał pogorszenia. Żyłam kilka lat na 5 mg encortonu, uprawiałam sport – siatkówka, rower, basen. Nie czułam choroby.

Unikałam nabiału, jajek i glutenu.

Ciąża i kolejny przełom

W 2017 roku zdecydowaliśmy się na dziecko. Wyniki i samopoczucie były dobre, lekarze nie mieli przeciwwskazań.

Ciąża przebiegała dobrze, aż do 18 tygodnia – kwasy żółciowe ponad normę. Leczenie włączone, ale w 29 tygodniu kwasy wyniosły ponad 70 (norma to 10).

Trafiłam do szpitala aż do rozwiązania. W 31 tygodniu cesarskie cięcie. Córeczka na OIOM, ja jeszcze 2 tygodnie w szpitalu – wyniki szalały. Znów encorton 40 mg.

Wypis bez dziecka. Straszne uczucie.

Spotkanie z prof. Milkiewiczem

W 2019 trafiłam na informacje o prof. Milkiewiczu. Umówiłam się na wizytę. To było spotkanie jak z filmu – serdeczne, pełne szacunku.

Zmiana encortonu na entocort, rezonans, zalecenie wykonania ECPW. Zaczęła się kolejna przygoda – protezy, bóle, zapalenia, pobyty w szpitalu.

Było lepiej i gorzej, ale PSC dawało o sobie znać.

Decyzja o przeszczepie

W 2022 roku wyniki pogarszały się. Bilirubina wysoka, oczy żółte. Lekarz prowadzący zasugerował przeszczep. To był dla mnie szok – czułam się dobrze, a jednak moje drogi żółciowe się zapadały.

Przeszłam kwalifikacje i dostałam list. Bałam się. Wyjechałam na urlop, potrzebowałam spokoju. Pierwsze wezwanie na przeszczep odrzuciłam. Drugie – przyszło, kiedy byłam już gotowa.

Nowe życie

Czerwiec 2023. Telefon w nocy – mam być w Warszawie do rana. Wsiadłam w samochód z tatą. Rano badania, przed 10:00 na stół operacyjny.

Obudziłam się bez bólu. Wszystko się udało. Po 13 dniach wróciłam do domu.

Dziś żyję normalnie. Biorę tabletki dwa razy dziennie. Kontrolny rezonans rok po przeszczepie – nic niepokojącego.

Pojawiło się jeszcze WZJG, ale radzę sobie. Chodzę na basen, jeżdżę na rowerze, pracuję, dbam o siebie.

Nie wiem, co jeszcze mnie w życiu spotka. Staram się o tym nie myśleć. Widzę też pozytywy – szybciej miałam operację zatok, poznałam wielu wspaniałych ludzi.

Wierzę, że dzięki chorobie jestem lepszym człowiekiem. Empatia nie jest mi obca.

Teraz pomagam innym w tej trudnej drodze.

Historia Dominiki

10 komentarzy do “Historia Dominiki

  1. Dziękuję Dominika za to, że podzielilaś się swoimi przeżyciami w związku z chorobą. To na pewno nie jest łatwe, by tak się otworzyć, ale za to bardzo pomocne i budujące dla innych chorych. Tym co mnie uderzyło w twojej historii to twoja siła, determinacja, walka, parcie do przodu, no i przede wszystkim mocna głowa, która pomogla ci przetrwać najtrudniejsze momenty. Tak jak napisałaś, nie wiadomo co będzie dalej, ale twoja opowieść inspiruje do tego, by żyć pełną piersią, na ile się da i czekać na dobre rzeczy, chwile i momenty. Dziękuję raz jeszcze

  2. To są niesamowite historie. Duuuzo zdrowia i spokoju.
    Wszyscy chorzy na tą chorobę są bohaterami, przychodzi stawić się z nieobliczalbym i podstepnym przeciwnikiem.

  3. Dziękuję za ta historie,z jednej strony straszna a z drugiej podnosząca na duchu. Dużo spokoju

  4. Szokuje mnie, że tak wiele przeszłaś od wielkiego strachu, niepewności i całkowitej niewiedzy lekarzy w momencie pierwszych objawów choroby do dzisiejszego dnia, gdzie cieszysz się życiem i każdym dniem (sala dzielona z dziećmi chorymi na żółtaczkę infekcyjną mnie zszokowała – choć na tamten czas, wiedzy na temat PSC i jej diagnozowania praktycznie nie było, więc …leczyli jak żółtaczkę zakaźną). Dziękuję że dzielisz się swoją historią – to prawdziwe wsparcie dla osób chorych na PSC i ich bliskich.

  5. Bardzo budujący wpis. Ze łzami w oczach czyta się takie historie ale zakończenie jest szczęśliwe. To trudna decyzja jeśli chodzi o przeszczep wydaje się że może jeszcze nie teraz może jeszcze poczekam skoro czuję się dobrze ale wyniki same muwią za siebie. Pozdrawiam i życzę dużo siły i uśmiechu.

  6. Dziękuję Dominiko za to, że podzieliłaś się z nami swoją historią. Nie da się tego czytać bez wzruszenia szczególnie boli mnie to, jako mamę, że tyle doświadczyłaś już jako dziecko.
    Niełatwe położenie w jakim wszyscy jesteśmy rekompensuje tylko to że, mamy okazję poznać tylu wartościowych i empatycznych ludzi….pozdrawiam Cię
    serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń na górę