Trudne emocje i potrzeba rozmowy
Długo zastanawiałam się, jak zacząć moją opowieść. Nie jest łatwo ująć w słowa emocje, które tak naprawdę są naszą wewnętrzną traumą. Pisząc „naszą” mam na myśli nas – rodziców patrzących na chorobę swojego dziecka.
Wiele osób sądzi, że mówienie o traumie może dodatkowo ranić, dlatego wolą omijać trudne tematy. Ja mam ten etap za sobą. Dziś wiem, że rozmawianie o traumatycznych przeżyciach nie jest tym samym co trauma. To już się wydarzyło – rozmowa może pomóc odreagować emocje i przynieść ulgę. Dobrze poprowadzona nie rani, a daje dystans i siłę do dalszej walki.
Samotność i brak zrozumienia
Życie rzuciło mnie na kolana ponad dwa lata temu. Najgorsza była samotność. Otaczali mnie ludzie, nawet ci życzliwi, a ja czułam, jak pochłania mnie brak zrozumienia. Każde „nie przesadzaj” albo „będzie dobrze” przeszywało moje serce bólem, którego nie da się opisać.
Niepokojące wyniki syna
Rodzice wyczuwają zagrożenie. Tak było u mnie. Mój dziewiętnastoletni syn miał niepokojąco wysokie próby wątrobowe, szczególnie GGTP – 230–260. Cztery lata wcześniej zdiagnozowano u niego WZJG, a lekarze podejrzewali PSC, jednak rezonans nie wykazał zmian i uznano, że choroby nie ma.
Kiedy po latach wyniki znów wzrosły, zapaliła się czerwona lampka. Zaczęły się badania krwi co dwa tygodnie na własny koszt, bo na fundusz nie przysługiwały tak często. Przerażenie rosło – wyniki zamiast spadać, szybowały w górę.
Zderzenie z systemem
Umawianie wizyt u specjalistów prywatnie, bo na NFZ czeka się miesiącami. I tak – od Kajfasza do Annasza. Większość lekarzy bagatelizowała wyniki. W końcu, prywatnie, pani doktor zlitowała się i przyjęła syna na oddział. Rezonans wyszedł prawidłowo – syn zdrowy. Moja radość była nie do opisania, jakby dziecko narodziło się na nowo.
Ale to nie trwało długo. Kontrolne badania, a wyniki szybowały w kosmos.
Załamanie nerwowe
Karuzela strachu napędzała mnie tak bardzo, że BOOM – głowa nie wytrzymała. Niepewność, czekanie na diagnozę, lęk przed PSC – przeszłam załamanie nerwowe. Napady paniki, drżenie mięśni, ataki duszności, kołatanie serca, depresja, bezsenność. Odsunęłam się od wszystkich.
Koleżanka powiedziała mi wprost: „Aniu, wyglądasz strasznie. Jeśli czegoś ze sobą nie zrobisz, to cię tu nie będzie. Kto wtedy pomoże twojemu synowi?”. Te słowa mnie poruszyły.
Pierwsze wsparcie i terapia
Umówiłam się do psychiatry i psychoterapeuty. Leki na depresję i stany lękowe zaczęły działać, leki na sen też. U psychoterapeuty usłyszałam to, co wiedziałam, ale dobrze było usłyszeć na głos: wszystkie emocje są dobre i właściwe. Można się pogrążyć w bólu, ale to nie pomoże choremu dziecku. Najważniejsze – zrobić WSZYSTKO, by je wesprzeć.
Wspieranie siebie to wspieranie dziecka
Wspieranie siebie w trudnych sytuacjach jest korzystne nie tylko dla nas, ale i dla dziecka. Nie bagatelizujcie swoich potrzeb, szukajcie wsparcia, gdy tego potrzebujecie. Człowiek nie zdaje sobie sprawy z własnej siły.
Sprawczość i działanie
Zebrałam się w sobie. Zaczęłam szukać informacji o chorobie i trafiłam na grupę „PSCinfo grupa wsparcia”. Tu znalazłam prawdziwe wsparcie – ludzi, którzy rozumieją moje emocje, dzielą się doświadczeniem, podtrzymują na duchu i motywują do działania.
SPRAWCZOŚĆ – mocne słowo. Na pojawienie się choroby u syna nie mam wpływu, ale na inne rzeczy – tak. Mogę przestać płakać, ustawić głowę na tryb zadaniowy, dowiedzieć się jak najwięcej o chorobie, szukać sprawdzonych informacji, lekarza, dobrego ośrodka, próbować spowolnić chorobę lekami, dietą i suplementami. Skoro innym się udaje – czemu nam nie? Mogę też szukać wsparcia dla siebie w chwilach zwątpienia.
Nadzieja
Nie pogodziłam się z chorobą syna do dziś. Ale oswoiłam się z myślą, że jest. Na razie nie ma szans na cudowne uzdrowienie, ale w głębi serca wierzę w postęp medycyny i przełom w leczeniu. A nadziei, na lepsze jutro, jeśli sami jej sobie nie odbierzemy, nie odbierze nam nikt!
Autorka: Anna Wywrót


Duzo zdrowia dla was❤️ wspaniala Mama z Ciebie ❤️❤️❤️ bedzie dobrze i już❤️❤️❤️
My, wszystkie mamy, jesteśmy cichymi bohaterkami tych trudnych historii i wszystkie jesteśmy wspaniałe. Dziękuję za komentarz
Dokładnie tak się czuję cały czas. Od czasu diagnozy syna jestem martwym człowiekiem. Komentarze w stylu „będzie dobrze” odbieram jako puste. Nic nie znaczące. Jak próbuje wytłumaczyć że jest problem to słyszę: „wszyscy mają problemy”. Co w konsekwencji prowadzi do unikania ludzi i pozostaniu przy kilku sprawdzonych. Samotność przy tej chorobie jest straszna.
Właśnie dlatego napisałam ten post. Żeby trafić na ludzi i do ludzi, którzy dokładnie rozumieją z czym się mierzymy. Dzięki grupie czuję się rozumiana, wiem, że nie jestem sama, a to poczucie jest bezcenne.
U mnie jest dokładnie tak samo. Świat się zatrzymał dla mnie w marcu 2022 roku. To był najciemniejszy dzień w moim życiu. W tym dniu ,,umarłam,,. Taki prezent dla jedynego dziecka, tuż przed 18 nastymi urodzinami to coś czego nigdy bym się nie spodziewała.
Dlugo żyłam w mroku. Teraz dzięki lekom, Małgosi i Wam – funkcjonuję. Staram się żyć i nie okazywać strachu, szczególnie przed synem. Na zrozumienie najbliższych juz nie liczę. Nie mówię i nie szukam pocieszenia u bliskich. Wsparcie mam tu a w najgorszych momentach łapię się mojego koła ratunkowego – Małgosi.
Basiu rozumiem doskonale, przytulam mocno i jestem myślami z tobą.
Dziękuję bardzo za ten post, tak bardzo wiem, rozumiem i czuję to samo.
Przytulam ciepło♥️
Dzięki
Aniu jak my Cię doskonale rozumiemy. Ja to nie wiem skąd czerpię tyle siły. 14 lat walczę razem z moim synem
Z miłości matki ta siła! Dziękuję za komentarz
Ależ to nasze… dziękuje…
My wszyscy jesteśmy takie jak TY Aniu. Wszyscy czujemy to samo tylko nikt o tym nie mówi jesteśmy „uśpieni” żeby nie myśle o najgorszym. Każda taka historia czy temat związany. Z PSC mnie bardzo wzrusza i powoduje że zaczynam myśleć o najgorszym ale wiem że nie jestem sama WY tu jesteście. Dziękuję Aniu za wpis utożsamiam się z TOBĄ
Dziękuję Aniu za ten wpis. Ja ciągle do swojego dojrzewam. Tak trudno ubrać w słowa emocje i codzienną walkę którą przychodzi nam toczyć. Musimy być silne dla naszych dzieci. Przychodzą jednak momenty kiedy chciałoby się odkręcić kurek i pozwolić płynąć długo wstrzymywanym łzom.