Telefon, który przyśpiesza zegar.

telefon jest wątroba, PSC

Czekanie kończy się telefonem: „Mamy wątrobę.”

Słowa, które mogłyby być zwykłą informacją, nagle zmieniają kierunek całego naszego świata. Rozlewają się po ciele jak fala, która w jednej chwili zmywa wszystko to, co było przed nią: niepewność, bezradność, codzienne tykanie zegara. Od tej sekundy zaczyna się coś nowego.

Wskazówki zegara przyspieszają, choć jednocześnie wydają się stać w miejscu. Czas jakby traci logikę i zaczyna oddychać razem z nami — szybciej, mocniej, głębiej. W tej chwili pojawia się niespotykana dotąd cisza, w której możemy usłyszeć samych siebie.

To jest właśnie obecność, czysta, nienazwana.

Nowa droga otwiera się na naszych oczach. Prowadzi w nieznane, w obrazy bez kształtu, w lęk, który dopiero przyjdzie, i w radość, której jeszcze nie potrafimy nazwać. To przejście pomiędzy starym a nowym, pomiędzy tym, co znane, a tym, co dopiero ma się narodzić.

Pytania pojawiają się jedno po drugim, lecz to my decydujemy, które z nich mają prawo w nas zamieszkać.

Czy to już teraz?

Tak. To właśnie teraz zaczyna się zmiana, na którą czekaliśmy. Zmiana, która jest większa od nas, a jednak całkowicie nasza.

Walizka, stojąca od miesięcy w gotowości, nagle staje się symbolem tego momentu. Otwieramy ją spokojnie, sprawdzając wszystko punkt po punkcie — nie dlatego, że się spieszymy, ale dlatego, że chcemy zachować kontrolę nad tym, nad czym jeszcze możemy czuwać. Torba w dłoni. Dokumenty. Klucze. Ostatnie spojrzenie na dom.

Czas wyruszyć.

Kilometry przed nami nie mają teraz znaczenia. Ta podróż odbywa się w ciszy i skupieniu, z myślą o nadchodzącym momencie, kiedy zamkniemy oczy na stole operacyjnym, powierzając swoje ciało dłoniom innych ludzi.

A nasze myśli — dziś bardziej słyszalne niż zwykle — podpowiadają pytania, na które nikt nie udzieli nam odpowiedzi.

To my musimy je wybrać.

To my mamy nad nimi władzę.

Jak moje ciało się czuje?

To jedyne pytanie, które naprawdę przybliża nas do siebie.

Zegar tyka dalej, choć wydaje się, że czas płynie inaczej — jakby równocześnie przyspieszał i zatrzymywał się w miejscu.

To już się dzieje.

To już jest.

Wejście do kliniki nie jest już zwykłym wejściem. To brama prowadząca do miejsca, gdzie spotkamy swoje nieznajome „ja”. W tej przestrzeni wszystko jest bardziej wyraźne: światło, kroki, oddech, dźwięk własnego imienia, kiedy podpisujemy dokumenty. Proste litery układające się w tożsamość, która właśnie rozpoczyna swoją drogę ku nowemu.

Odtąd zaczyna się egzamin, jeden z najważniejszych w naszym życiu. Egzamin, po którym nasze istnienie podzieli się na dwa etapy: przed i po. I choć nie znamy odpowiedzi na wszystkie pytania, jedno wiemy na pewno — musimy zaufać drugiemu człowiekowi.

Korytarze szpitala, pełne światła i cichego poruszenia, stają się drogą, którą wędruje nasze ciało. Wchodzimy na oddział, gdzie troska nie jest dodatkiem, lecz podstawą. Spotykamy ludzi, którzy w najbliższych godzinach będą naszą ochroną, spokojem, siłą.

Nie obsługa.

Nie rutyna.

Ale Anioły — te prawdziwe, ludzkie.

Oddajemy im siebie. Pozwalamy prowadzić, decydować, dbać. Tylko zaufanie otworzy przed nami drogę, która czeka już bardzo blisko — tuż za drzwiami sali, gdzie położymy się i zamkniemy oczy.

Zasypiamy wraz ze starym życiem, tylko po to, by obudzić się w nowym otoczeniu — mimo że nieznane, to tak bardzo upragnione.

Telefon, który przyśpiesza zegar.

Jeden komentarz do “Telefon, który przyśpiesza zegar.

  1. Mateusz ja czekam z niecierpliwością na twoje wpisy. Masz taką łatwość pisania o rzeczach tak trudnych! Twój stoicki spokój i filozoficzne podejście do życia w chorobie i do przeszczepu, są dla mnie ważnymi wskazówkami. Mam nadzieję, że mój syn doczeka skutecznego leczenia i przeszczep nie będzie potrzebny, ale gdyby tak się nie stało, to twoje podejście i przemyślenia będą naszym drogowskazem. Dziękuję za ten post i czekam na następny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń na górę