Diagnoza PSC. Nowa droga z chorobą

Nowa droga po diagnozie PSC

z cyklu „Droga z PSC – od diagnozy do nowego życia”, Mateusz Marosz

Musimy się zatrzymać.
Zatrzymać w tej jednej chwili — w momencie, gdy dowiedzieliśmy się o chorobie.

To wtedy pojawia się tysiąc pytań, które nie mają odpowiedzi.
Jak będzie wyglądać moje życie? Co teraz mnie czeka?
Czasem nie ma w nas ani siły, ani wiary, by znaleźć jakiekolwiek „dlaczego”.
Bo przecież nikt nie czuje entuzjazmu, słysząc, że jego ciało zostało zaatakowane.


Lęk, który odbiera oddech

Lęk i strach paraliżują.
Do chorującego ciała dołącza umysł — i razem tworzą potężną siłę, która może nas przygnieść.
Przychodzą chwile, gdy chcemy się poddać.
Gdy ból staje się władcą naszego świata.


Nowa rzeczywistość

Pierwotne stwardniające zapalenie dróg żółciowych — PSC — pokazuje to z całą mocą.
W jednej chwili tracimy kontrolę nad własnym ciałem.
Czujemy, jakbyśmy obudzili się w nowej rzeczywistości, w której wszystko jest niepewne.

Zaczynamy żyć przyszłością — pytaniami, które rodzą tylko kolejne pytania.
A tymczasem życie trwa tu i teraz, nawet jeśli wydaje się inne niż to, które znaliśmy wcześniej.


Choroba jako towarzysz, nie wróg

W chwili, gdy uświadomimy sobie, że choroba nie jest naszym wrogiem, ale towarzyszem — robimy pierwszy krok naprzód.
Bo prawdziwa siła nie polega na walce, lecz na rozumieniu.


Gość przy stole

Wyobraźmy sobie, że choroba to gość, który niespodziewanie przekroczył próg naszego domu.
Nie prosiliśmy o jego wizytę, ale skoro już jest — możemy zaprosić go do stołu.
Usiąść naprzeciwko i zapytać:

„Czego ode mnie oczekujesz? Co mam zrobić, abyś pozwolił mi być zdrowym? Co ci służy, a co ci szkodzi?”

To spotkanie nie oznacza poddania się.
To akt świadomości. Akt troski o własne ciało.
Skoro nie możemy wyrzucić gościa za drzwi, spróbujmy uczynić jego obecność mniej bolesną.


Nowe spojrzenie na życie

Diagnoza zmienia wszystko — to prawda.
Ale nie musi zburzyć naszego świata.
Może być początkiem nowego spojrzenia na życie, na siebie, na to, co naprawdę ważne.

Lekarstwem staje się pełne przyjęcie chwili — bez złości, bez ucieczki.
To nie jest rezygnacja, lecz zrozumienie.


Przewodnik swojego życia

Skupiając uwagę na zdrowieniu, pokazujemy sobie i innym, że to my nadal jesteśmy przewodnikami swojego życia.
Umysł, który towarzyszył nam od narodzin, zawsze pragnął jednego — byśmy byli szczęśliwi.
Nawet wtedy, gdy wszystko wydaje się inaczej, niż byśmy chcieli.


Światło i nadzieja

Słysząc pierwsze słowa lekarzy, pierwsze co czujemy, to lęk i strach.
Ale zmiana perspektywy — z negatywnej na świadomie pozytywną — prowadzi ku światłu.
Tam pojawia się nadzieja, która jest nam tak bardzo potrzebna.
A gdy ją dostrzegamy, życie staje się piękniejsze.


Ciało jako nauczyciel

Zaczynamy odczuwać więź z własnym ciałem.
Nie umysł kieruje nami samowolnie, lecz współpracuje z ciałem.
Słuchamy tego, co ciało próbuje nam przekazać, także w formie krzyku, gdy choroba jest już zaawansowana.
Umysł leczy ciało, a ciało to życie.


Powrót do fundamentów

Fizycznie, by ciało mogło żyć, wystarczy zaspokoić podstawowe potrzeby: jeść, pić, oddychać.
Choroba sprowadza nas do tego fundamentu — i w tym właśnie tkwi punkt wyjścia do powrotu do zdrowia.


Czego potrzebuje ciało i umysł

Ważne jest, czym karmimy ciało i umysł.
Na początku wszystko może wydawać się chaotyczne: co ciało toleruje, czego należy unikać.
Pytając gościa — chorobę — czego potrzebuje, otrzymujemy gotowe wskazówki.
Każdy z nas jest inny, ale choroba łączy nas wszystkich.
Nie ma podziału, kto jest bardziej chory; różnimy się tylko w tym, czego nasze ciało w danym momencie potrzebuje.


Uważność przy stole

Posiłek staje się aktem uważności.
Tempo życia zwalnia, a my zaczynamy odczuwać małe zwycięstwa nad chorobą.
Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na pytanie, co jeść — ale medycyna i nasze własne doświadczenie mówią nam, czego unikać, aby nie pogorszyć stanu zdrowia.

Do stołu zasiada nasze ciało — towarzysz, który trwa przy nas od początku naszej świadomości, często karmiony bez uważności.
Siedząc w ciszy, skupiając się na każdym kęsie, wprowadzamy w życie obecność w chwili, której nikt nie odbierze.
Ciało samo odpowie, czy posiłek był dobry, czy nie.
Przewlekła choroba uczy nas reagować na jego sygnały, zamiast narzucać własną wolę.


Diagnoza jako początek

Diagnoza jest początkiem, ale nie końcem.
To pierwszy krok w drodze ku świadomości, uważności i współpracy z własnym ciałem.
A gdy ta świadomość się pogłębia, pojawia się odwaga, by spojrzeć w oczy temu, co nas czeka — marskości, która stanie się kolejnym etapem naszej podróży.

Bo każda choroba to nie tylko wyzwanie — to lekcja, która prowadzi nas do głębszego zrozumienia.

Diagnoza PSC. Nowa droga z chorobą

7 komentarzy do “Diagnoza PSC. Nowa droga z chorobą

  1. Wszystko się zgadza Mateuszu. Wszystko współodczuwam. Wszystko rozumiem. Większość przeżyłam. Poza jednym. PSC nigdy nie będzie towarzyszem. Kiedyś było przeciwnikiem, teraz jest wrogiem. Dziękuję za mądry przekaz. Wszystkiego najzdrowszego 🙂

    1. Dziękuję za podzielenie się Twoją opinią. To jak traktujemy PSC jest sprawą indywidualną. Ja postawiłem na towarzysza, Ty na wroga i to jest piękne, bo właśnie wtedy uczymy się żyć z chorobą świadomie. Dużo Spokoju i zdrówka życzę ☺️

  2. Mądrze napisane. Każdy powinien tak podejść do choroby. Patrząc na syna to jest to bardzo trudne dla dzieci. Zachowuje się tak jakby jej nie było nie wiem czy to dobre.

    1. Dziękuję Ewo za komentarz. Podsunęłaś mi temat nad którym warto się zatrzymać. Każdy inaczej będzie podchodził do choroby, lecz dzieciom musimy, my jako dorośli w tym pomóc. Zdrówka i Spokoju dla całej rodziny życzę ☺️

    2. To całkowicie zrozumiałe, że to trudne – zarówno dla Pani, jak i dla syna. Dzieci bardzo często reagują tak, jakby choroby „nie było”, bo to dla nich sposób na poradzenie sobie z czymś, co je przerasta. Unikanie tematu bywa mechanizmem obronnym, nie oznacza braku świadomości.
      To ważne, że Pani to zauważa i jest blisko — sama obecność i poczucie bezpieczeństwa, jakie Pani mu daje, mają ogromne znaczenie. Jeśli kiedyś będzie gotowy, to zacznie o tym mówić więcej. Na razie może to być jego sposób na radzenie sobie.
      To, że Pani tak o tym myśli i szuka dla niego najlepszego podejścia, świadczy o ogromnej uważności i trosce.

Skomentuj Mateusz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewiń na górę